W czerwcu 2002 Egmont Polska wznawia "Łuczników":
ulubiony album rzeszy fanów Thorgala. Fakt ten nie powinien
nikogo dziwić, ponieważ ta część pod wieloma względami jest
nieprzeciętna.
Na pierwszy rzut oka mogło by się wydawać, że najzwyklejszy,
klasyczny "Thorgal", w dodatku przecież całkowicie realistyczny
nie powinien budzić wielu emocji. Tymczasem okazuje się,
że fabuła bez osnowy mistycyzmu, bez cienia fantastyki, może
na swój sposób być fascynująca. Wszystko to za sprawą bohaterów.
Nie zupełnie wyłącznie akcja, lecz postacie stanowią o sukcesie tego albumu. Oto one: Kriss de Valnor, kobieta, ujawniająca
swą buntowniczą naturę, (o jej stopniu dopiero się przekonamy jeszcze w dziewięciu częściach); Tjall - porywczy chłopak,
nie sposób go nie polubić; Argun-Drewniana Noga - złoty człowiek, do którego
można zwrócić się z każdą sprawą, bynajmniej nie tylko związaną z rzemiosłem łuczniczym.
Tjall i Argun wreszcie wnoszą świeżość do serii, ożywiają akcję, budzą czytelnika, zmęczonego rzeziami, upadkami
królestw i zielonowłosymi potworkami. Z każdej karty albumu tętni życie. Thorgal jest w pełni sił,
poznaje nowych przyjaciół, bierze udział w turnieju, śmieje się(!). Każdy następny album
będzie niestety już coraz bardziej smutny, traumatyczny (za wyjątkiem "Strażniczki kluczy")
Dlatego ta przygoda wydaje się sytuować w centrum cyklu.
Cień rzuca tylko scena masakry w lesie: pierwsza odsłona natury Kriss,
przedsmak krwawych wydarzeń następnych albumów. Thorgal nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że wygrywając turniej,
przegrał jednocześnie kilka lat życia... Zaprezentował się Kriss z najlepszej
strony, pośrednio przekonał ją, że będzie idealnym towarzyszem
misternie planowanej przez nią wyprawy. Album "Łucznicy" czytany
po raz kolejny, teraz, z perspektywy wielu kolejnych części, zyskuje
dodatkowych znaczeń, nowego sensu. Pojęcie sukcesu w życiu Thorgala
nie istnieje, na każdą chwilę jego szczęścia czyha fatum, by
zaatakować, zadać umiejętnie cios, odebrać mu jakiekolwiek podstawy
optymizmu. Życie go zdradza, a to chyba jest najgorsze.
Jednak przede wszystkim trzeba podkreślić, że "Łucznicy" to przyjemna
lektura, album dopracowany pod względem treściowym, spełnia wymagania
praktycznie każdego czytelnika. Stanowi to dowód, że można stworzyć
historię jasną, przejrzystą, bez tragizmu, tajemnic, horroru i w dodatku porywającą.