|
|
|
|
|
|
|
|
Do naszych rąk trafia wznowiony po kilkunastu (!) latach Alinoe. Należy podkreślić, że jest to album szczególny, w zamierzeniu autorów wyłączony z wszelakich cykli, a jednak doskonale łaczący historię Sharadara Mocarnego z czteroalbumową opowieścią o niezwykłej misji. Dlaczego? To właśnie w tym albumie przekonamy się, że Sharadar nie kłamał, a to, o czym wspominał rozwinie się w pasjonującą fabułę. W "Alinoe" występuje zaledwie troje bohaterów: tytułowy, Aaricia i Jolan. Od pierwszych stron zdaje sie, że coś "wisi w powietrzu". I ta atmosfera znamienna dla tego albumu decyduje o jego niezwykłości. Panuje jesień, a pośród szumu spadających liści ta cisza, podkreślona jeszcze dobitniej przez absolutnie nic niemówiącego Alinoe. Dziwne, panujące ciągłe napięcie horror na zamówienie, piekło w biały dzień to najczęściej powtarzające się określenia, dotyczące albumu, który doczekał się nagrody Saint-Michel. Przede wszystkim należy podkreślić doskonały pomysł na historię - Jolan nieświadomie stwarza, kreuje postać, która wymknie się wszelkiej kontroli, obróci się i zbuntuje przeciw sile, która go stworzyła. Czytając album mamy wrażenie, że ilekroć Jolan - demiurg pomyśli o Alinoem, powstaje kolejny jego klon, kolejny śmiertelnie niebiezpieczny sobowtór. Dysponowanie niezwykłymi zdolnościomi wymaga olbrzymiej odpowiedzialności. Tylko ona bowiem może zapobiec ujawnieniu się kryjącym się w tych predyspozycjach zalążkach destrukcyjnych mocy. To może stanowić przesłanie albumu. "Obóz walczących" - Alinoe i Jolan również poddany zostaje chwilowej, wewnętrznej destrukcji. Historie o zielonowłosym niemowie, które opowiada syn Thorgala, jak i jego rozmowy z matką, wprowadzają uczucie niepokoju, niepewności i lęku. Van-Hamme doskonale pokazuje widmo "niebezpieczeństwa", które zniszczy wkrótce prawie cały dobytek rodziny Aegirsson. Ponadto trudno jest wyczuć, kiedy nastąpi ten główny punkt kulminacyjny, czytelnik odnosi wrażenie, że historia w każdej chwili może się skończyć, lecz nie - ona wciąż zaskakuje i uderza oryginalnością. Wprawdzie w albumie tym nie pada wiele słów i czyta się go jednym tchem, to jednak jeszcze na długo po pierwszej lekturze czujemy się współuczestnikami tych tajemniczych zdarzeń. Rosiński bowiem kreśli krajobrazy i panoramy w ten sposób, że z łatwością odnajdujemy się w roli biernego obserwatora, patrzącego "zza drzew i wydm". "Alinoe" poprzedza albumy, które dadzą gwarancję, że tego typu historia już nigdy więcej się nie powtórzy - Jolan stanie się świadomy swych zdolności, nauczy się je kontrolować i wykorzystywać w dobrym kierunku, ....no może za wyjątkiem jednego przypadku...
|
|